Za zwykła na podryw

Cześć Kochani!

Nie sądziłam, że taki wpis kiedykolwiek pojawi się na moim blogu, a na pewno nie teraz. Jednak po ostatnich przemyśleniach stać się to musiało, bo wygadać się chcę i pożalić. 
Na dobry początek zaznaczam - mam Męża - bardzo dobrego i nie do wymiany. Wrażeń mi dostarcza i dba o mnie wyjątkowo, ale nie o tym przecież miał być ten tekst.



Jestem za zwykła na podryw, ot co.
Jako, że na co dzień nie mam z tym problemu i nie myślę o tym wcale, tak pozostawiona wśród tłumu młodych dziewcząt (czyt. kino, pub, centrum miasta) dość mocno czuję różnicę.
Różnice w ubiorze, makijażu, zachowaniu. Nawet tembr mojego głosu jest jakiś taki inny, niski taki, zupełnie niepiskliwy.
Nie mam szans, za zwykła ja.

Teraz dziewczyny takie odważne, piękne na podziw. Wiedzą wszystko, co w modzie piszczy, a selfie robią najładniejsze. Mają długie, gęste włosy i pięknie wymodelowany kontur twarzy. Cera bez zarzutu, policzki pociagnięte różem marki MAC.
Ćwiczą, biegają, okupują siłownie. Z Chodakowską za pan brat, Lewandowskiej dobrze życzą.
W powietrzu zostawiają zapach drogich perfum, pobijają rekordy na najbardziej designerskie paznokcie. Obfite biusty falują w koronkowym staniku, a ich kragłe (czyt. fit!) kształty prezentują się wybornie. Nawet te ich dziury w spodniach są jakoś tak korzystnie wyszarpane - nie pogrubiają uda, podkreślają pośladki. 

Za zwykła ja!
Nie za modna, bo nie ogarnia najnowszych trendów. Nie wie co na salonach piszczy i jaki kolor torebki jest akurat na topie. Nie wie, gdzie można stacjonarnie dostać lakiery hybrydowe (bo hybryd nie praktykuje!) i do tej pory łamie sobie język wypowiadając Yves Saint Laurent. Nie próbuje już więcej swoich sił w smokey eye, bo umalować się nie potrafi, a o idealnej kresce na powiece marzy już od dawna.

Za zwykła ja!
Nie taka rezolutna już. Nie biega po mieście beztrosko pijąc kawę na wynos, nie rozsyła snapów (bo snapa nie ma!), nie pstryka zdjęć najnowszym ajfonem (chciałaby!). Nie taka już atrakcyjna, bo za praktyczna.

Sukienki nosi te rozkloszowane, te kobiece i delikatne. Obcisłe wersje czekają na naprawdę wyjątkowe okazje. Mimo tego, że do pracy pędzi w baletkach, to i tak wyprzedzają ją te młodsze - te w szpilkach. Torebkę nosi praktyczną, bo w niej znajdziesz milion pudełek z domowym jedzeniem. Ajj! Jaki to luksus móc chodzić z małą chanelką!

A tak serio, tak na poważnie, to ja bardzo lubię patrzeć dzisiaj na młode, pewne siebie dziewczyny. Wiedzą czego chcą, śmieją sie głośno i mówią otwarcie o wszystkim. Wyzwolone są i atrakcyjne, przyciagają wzrok i szalenie podobają się mężczyznom.

Dzisiaj już, z trzydziestką (prawie!) na karku, czasami mam wrażenie, że ja to jednak jestem z innej epoki.
Dojrzewałam w czasach, kiedy to pożyczałam od taty telefon komórkowy, aby pograć sobie w węża. Dziubków nie robiłam, bo nie wiedziałam, że to takie sexy! Pstrykałam zdjęcia aparatem na kliszę,  bo o sweet fociach świat jeszcze nie słyszał, broń Boże! Dziergałam szaliki na drutach, a na szydełku robiłam bransoletki. Początkowo włosy rozjaśniałam wodą utlenioną, potem zaznałam trochę luksusu przy pomocy czepka i szydełka... kto pamięta te czasy, ten wie, że "dzisiaj" nie ma nic wspólnego z "wczoraj".


Ja po prostu dzisiaj nie nadążam i jako, że na co dzień mi to wcale nie przeszkadza, tak w towarzystwie młodych ludzi czuję się dzisiaj nie na miejscu :) I tu nie chodzi o wiek, nie! To ta moja mentalność sprawia, że stoję z boku i wiem, że jestem za zwykła na podryw.



Przymrużam oko tak mocno, że za chwilę je zamknę ;)

Ściskam mocno! :*
/Gabriela

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nie zgadzam się na kopiowanie zdjęć, grafik i treści. Obsługiwane przez usługę Blogger.