Moja jesienna pielęgnacja twarzy, włosów i ciała


Jesień ostatnio nas coś nie rozpieszcza. Słońce juz dawno o nas zapomniało oferując w zamian mgliste poranki i mroźne wieczory. Otulamy się dzierganymi szalami, a włosy chowamy pod ciepłymi czapkami. Powoli zaczynamy narzekać, bo aura za oknem już od dawna nie przypomina tej pięknej, polskiej jesieni. Uważam jednak, że każda pora roku ma w sobie coś wyjątkowego: wiosną włosy pachną bzem, latem głowy stroją wianki, jesienią robimy ludziki z kasztanów, a zimą dom pachnie Bożym Narodzeniem. Takie podejście wprawia mnie w dobry nastrój, dlatego chętnie wykorzystuję każdą porę roku do tego, aby w odpowiedni sposób o siebie zadbać.

Nie należę do grupy kobiet, które z odpowiednim wyprzedzeniem wykupują vouchery na zabiegi w salonach urody. Nie wiem, czy jest to powód do wstydu - pewnie w dzisiejszych czasach tak - ale cóż, na chwilę obecną domowa, regularna pielęgnacja w zupełności mi wystarcza. W zależności od pory roku, wprowadzam pewne nowości do pielęgnacyjnych rytuałów. Zaznaczam jednak, że moja domowa pielęgnacja bazuje na produktach, które akurat mam w domu, wobec tego takie domowe SPA nie zagraża mojemu budżetowi :)



Moja jesień pachnie cynamonem, miodem, jabłkami i kokosową owsianką. Zainspirowana jesiennymi aromatami stworzyłam więc pewne rytuały pielegnacyjne, które w zupełności spełniają moje oczekiwania i którymi chcę się z Wami podzielić. Nie oznacza to jednak, że u każdego sprawdzą się równie dobrze, dlatego moje propozycje potraktujcie tylko i wyłącznie jako inspirację.
Moja tłusta, łojotokowa cera daje mi nieźle popalić, ale i na to znalazłam pewne rozwiązania. Bez specjalistycznych kremów nie mogłabym się zapewne już obejść, jednak takie kuracje przeplatam delikatnymi, domowymi pielęgnacjami, które koją podrażnioną cerę i głęboko ją nawilżają.


PEELING
Mogę śmiało powiedzieć, że nie używam kupnych peelingów do twarzy już od kilku lat, bowiem znalazłam ich domowy odpowiednik, któremu jestem wierna już od bardzo dawna. Sekret ten składa się z dwóch składników: naturalnego miodu oraz cukru.



Nie ma proporcji, wszystko mieszam na oko, aż do uzykania pożądanej konsystencji. 
Cukrowy peeling nakładam pod prysznicem na czystą twarz i masuję około 2 minuty. Spłukuję letnią wodą i nakładam ponownie kolejną porcję (nie masuję już więcej - zostawiam na kilka minut jako maseczkę).

MASECZKA
I tutaj moja jesienna wersja maseczki przechodzi najśmielsze oczekiwania. Na pierwszy plan wysuwa się cynamon (1/4 łyżeczki) w towarzystwie gęstego jugurtu naturalnego (2 łyżki).



Ooooj daje popalić przy pierwszym spotkaniu z cerą - lekko szczypie i rozgrzewa skórę. Po kilku chwilach to niezbyt przyjemne uczucie znika, a jogurt i cynamon wykonują swoje zadanie.
Po niecałych 10 minutach zmywam cudnie pachnącą maseczkę i nie patrzę w lustro, bo działanie cynamonu przyprawia o rumieńce, które po krótkim czasie znikają :)


Moja tłusta cera uwielbia ten etap pielęgnacji, bowiem cynamon efektywnie walczy z niedoskonałościami, łojotokiem i trądzikiem. O tak!

KREMY
W tworzenie domowych kremów to już się raczej nie bawię, chociaż przyznaję, że bardzo mnie ten temat intryguje (próbował już ktoś?).
W walce z moim nieciekawym typem cery pomagają mi specjalistyczne kremy apteczne, które znacznie przyczyniły się do poprawy kondycji cery.


Pomimo tego, zbyt długo aplikowane podrażniają skórę, dlatego moja apteczna kuracja przeplatana jest mocno nawilżającymi i regenerującymi specyfikami. Wklepywanie kremu w twarz jest moim ulubionym rytuałem w pielęgnacji :)


Z moimi kosmykami poszaleć nie mogę, dlatego też i pielęgnacja nie jest jakoś bardzo skomplikowana. Oprócz aptecznych szamponów i dobrych odżywek, moje włosy poddawane są dodatkowym kuracjom, które przeprowadzam w domu dwa razy w tygodniu.
Mam tutaj na myśli olejowanie włosów na sucho, zazwyczaj olejkiem ze słodkich migdałów bądź olejem lnianym. Równie dobrze sprawdza się zwykła oliwa z oliwek, która po zmyciu idealnie wygładza włosy.



Muszę się przyznać, że od kilku dobrych (10?) miesięcy mam w domu jeden pysznie pachnący scrub do ciała kupiony gdzieś w drogerii na promocji. Pachnie obłędnie, soczyście i wiśniowo, ale nic więcej o nim powiedzieć nie mogę. Dlatego leży sobie cierpliwie pod prysznicem, podczas gdy ja z przyjemnością poddaję się jego lepszej, domowej wersji.



Mąż się zawsze ze mnie śmieje, gdy złapie mnie na wchodzeniu pod prysznic z filiżanką kawy - dosłownie! :) Zdradzę Wam sekret: moim ulubionym peelingiem do ciała jest mieszanka mielonej kawy z żelem pod prysznic. Wersja z zaparzonymi fusami równie dobrze się sprawdza. Zmielone ziarna kawy w połączeniu z żelem idealnie złuszczają naskórek, ujedrniają i wygładzają skórę.



Jeśli chodzi o stopy, od czasu do czasu traktuję ję osobnym peelingiem  na bazie oleju kokosowego oraz cukru. Stopy bardzo sobie go chwalą! :)

W wyjątkowych sytuacjach, gdy moja skóra domaga się bardziej intensywnej pielęgnacji, wzbogacam balsam olejkiem migdałowym. Taki mały trik zawsze zdaje egzamin na 5!



Jak widzicie, domowa pielęgnacja przynosi wiele korzyści, zarówno dla ciała, zmysłów jak i dla portfela. Aby mieć w pełni zadbane ciało, wcale nie musimy kusić się na nowinki kosmetyczne, których cena czasami przekracza wszelkie granice. Niech bazą domowej i EFEKTYWNEJ pielegnacji staną się produkty, których używamy codziennie w kuchni: jogurt, płatki owsiane, cynamon, miód, cytryna, sól, cukier, kawa, a nawet sezonowe owoce. Wszystko to w zaciszu swojego  ciepłego, przytulnego domu, podczas gdy za oknem szaruga, mgła i deszcz...


A co Wy powiecie na takie domowe SPA?

A zainteresowanym podsyłam link do wpisu o mojej domowej pielęgnacji latem: klik!klik!

Ściskam mocno! :*
/Gabriela

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nie zgadzam się na kopiowanie zdjęć, grafik i treści. Obsługiwane przez usługę Blogger.