Tea Time! #2 Mrożona herbata na kilka sposobów

Witajcie!

Lato dopadło nas na całego! Ostatnimi czasy upały dały wszystkim w kość zmuszając nas do szukania schronienia w cieniu lub klimatyzowanych pomieszczeniach. W tak upalne dni woda staje się naszym przyjacielem i najlepszym sprzymierzeńcem do walki ze skwarem. Spożywanie czystej wody na okragło nie zawsze spotyka się z głośnym entuzjazjem, dlatego najlepiej jest umilić sobie ten obowiązek prostymi i jakże przyjemnymi rozwiązaniami.


Większości z Was na pewno znane są wody smakowe, które możemy sobie sami przyrządzić w domu. Najlepiej smakują te z sezonowymi owocami, mniam! Są jednak takie dni, kiedy w końcu ta smaczna i zdrowa woda przestaje nam smakować. Wtedy najlepszym rozwiązaniem są mrożone herbaty.
Nasze dwa minione tygodnie zdominowały mrożone herbaty przygotowane na bazie mieszanek od (niespodzianka!) Five o'clock :) Za każdym razem, kiedy próbuję ich nowych smaków, jestem pod ogromnym wrażeniem jakości każdej z herbat. Nie wiem jaka to magia za tym stoi, ale pomimo intensywnego zapachu herbat, smak każdej z nich jest bardzo delikatny i orzeźwiający.


Wraz z nadejściem nowej pory roku, moje herbaciane zapasy poszerzają się, dlatego postanowiłam zrobić użytek z moich trzech nowych nabytków i pokusić się o ich wypróbowanie w wersji schłodzonej.



Swoje poczynania rozpoczęłam od Lata w Prowansji - no i bardzo słusznie, bowiem już wkrótce stała się moim faworytem! Jest to zielona herbata typu sencha wzbogacona słodką truskawką i kwiatami lawendy. Od razu wiedziałam, że idealnie się sprawdzi w formie iced tea wraz ze świeżymi truskawkami i miętą.


Takiemu wariantowi byłam wierna przez kilka dni, potem jednak zastąpiłam truskawki cytryną i kwiatami świeżej lawendy. Dla mnie bomba!





Ulubieniec mojej Mamy :) To Mama zaraziła mnie miłością do herbaty miętowej, dlatego już jako mała dziewczynka parzyłam sobie szklaneczkę miętowego naparu przed snem. Od razu wiedziałam, że Adasiowa Miętówka wcale Adasiową być nie musi i wspólnie z Mamą delektowałyśmy się jej smakiem przez cały upalny weekend.
Ja oczywiście poszłam w minimalizm i do dzbanka wkroiłam sporo cytryny i dorzuciłam listki świeżej mięty z ogrodu. Mama jednak swoją wersję udoskonaliła sokiem własnej roboty na bazie mięty, cytryny i cukru. Dla amatorów słodkiej wersji to idealne rozwiązanie!


Adasiowa Miętówka w wersji schłodzonej daje poczucie niesamowitej ulgi podczas doskwierających upałów. Była jak taki wewnętrzny prysznic, który serwowałyśmy z Mamą naszym organizmom :) Delikatnie ochładzał nas od środka i dawał poczucie świeżości, podczas gdy na zewnątrz liście drzew nawet nie drgnęły. Oprócz mięty pieprzowej, która jest w składzie tej herbaty, dobrze wyczuwalne są również nuty pomarańczy oraz trawy cytrynowej. Mniaaam!


Ta zielona herbara z cytrusowym twistem skradła serce mojego Męża, co było naprawdę wielkim zaskoczeniem dla mnie samej :) Nigdy nie słodzę swoich herbat, naparów, ziół i kawy. Wszystko gorzkie smakuje mi najlepiej, co nie zawsze idzie w parze z kubkami smakowymi mojego Męża. Tym razem było jednak inaczej - spróbował i przepadł :) Lemoniadę Iced Tea piliśmy do śniadania i zabieraliśmy ze sobą na wycieczki poza miasto. Świetnie schłodzona, zmrożona wręcz, dawała niezłego kopa i orzeźwiała nasze umordowane upałem organizmy.



Nie wymyślaliśmy z dodatkami - postawilismy na cytryny lub pomarańcze, sporo liści świeżej mięty oraz dużo kostek lodu. Genialna propozycja dla tych, którzy czystej wody maja już po dziurki w nosie.



Każdą z tych herbat parzyłam wieczorem w niewielkiej ilości wody przez ok. 10 minut.
 Napar przelałam do wielkiego dzbanka i uzupełniłam zimną wodą. 
Wkroiłam ulubione owoce, dodałam miętę. 
Chłodziłam całą noc w lodówce. 
Rano wyławiałam truskawki (przez noc pozbyły się koloru :) i dorzucałam kilka świeżych (w przypadku cytrusów nie było takiej konieczności). Podobnie robiłam z miętą. 
Jeszcze tylko kostki lodu (opcjonalnie) i słodzik dla łasuchów. Pycha!


Wszystkie moje propozycje są genialną alternatywą dla tych, którym ciężko jest porzucić kolorowe, niezdrowe napoje, lub dla tych, którzy już się "przepili" zwykłą wodą. Wersje moich herbat na zimno były bez dodatku jakiegokolwiek słodzika, ale dla tych mniej wtrawnych smakoszy idealnie sprawdzi się miód - szczególnie do Lemoniady - bądź domowej roboty soki - truskawkowe, porzeczkowe lub malinowe. Wersja z miętowym sokiem mojej Mamy również przypadła do gustu pozostalym domownikom, więc warto również wypróbować i tę opcję.

To co, Kochani, przekonałam Was do mrożonych herbat?
Jeżeli macie jakieś sprawdzone i pyszne przepisy na takie schłodzone napoje, wrzucajcie śmiało przepisy w komentarzach. Lato dopiero przed nami, warto więc pozostać w tym temacie na dłużej :)

Wasze zdrówko! :*
/Gabriela

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nie zgadzam się na kopiowanie zdjęć, grafik i treści. Obsługiwane przez usługę Blogger.