Sekret mojej torebki - czyli niezbędniki, za które inni są mi wdzięczni

Witajcie Kochani!

Maj mojemu blogowaniu nie sprzyja - co rusz dzieją się ciekawe rzeczy w moim życiu, stąd też brakuje mi czasu, aby porządnie zająć się zaległościami. No cóż, obiecuję poprawę. Postaram się szybko nadrobić ze wszystkim i wrzucać na bieżąco nowe wpisy.
Dzisiaj powracam do Was z postem zainspirowanym uwagami Lubego mego na temat zawartości mojej torebki. Nie, wróć!, nie o zawartość jednak tu chodzi, lecz o ciężar :)



Są rzeczy, bez których nie ruszam się z domu. Nazywam je niezbędnikami, które skrzętnie wypelniają moją torebkę, a które niejednokrotnie uratowały sytuację zupełnie nieprzewidywalną. I o dziwo, nie mnie samej, lecz przede wszystkim ratowały tyłek innym :)


I nieważne, jak obłędnie niebieskie jest niebo i jak mocno praży słońce. Na deszcz nie ma mocnych, zawsze dopadnie w najmniej oczekiwanym momencie. Spośród całej familiady to zawsze ja jestem tą z parasolem w torebce, dlatego nikt się już deszczem nie martwi :)


Długopis zajmuje w mojej torebce zaszczytne miejsce. Aż ciężko zliczyć jak wiele razy ratował sytuację podczas jazdy samochodem lub w trakcie urlopu, skąd chcieliśmy nadesłać pocztówki. O tak zwyczajnej rzeczy mało kto myśli na co dzień, jednak w sytuacji, gdy potrzebujemy zapisać coś naprawdę ważnego, wybawca z długopisem zyskuje w oczach innych, O tak, uwierzcie mi na słowo. 


Ten patent sprzedała mi moja mama, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Ile razy bywało tak, że spontaniczne zakupy w spożywczaku kończyły się urwanym uchem lub przedziurawioną siatką. Mąż warczy pod nosem, a żonka wyskakuje z nową reklamóweczką. Mina bezcenna. A i uśmiech wdzięczności dostaniesz w gratisie! 
Bywa i tak, że cieszymy się piękną naturą w plenerze marząc o tym, aby chwilę posiedzieć wśród przyrody i nałykać świeżego powietrza. Trawa jest jednak zbyt mokra, a ławka zabrudzona. Rozkładasz reklamówkę i oddajesz się chwili relaksu. Proste i takie lekkie! 


Nie od dziś wiadomo, że plastry i tabletki ratują tyłek każdemu. Odciski, otarcia bądź nagłe skaleczenie - plastry zawsze się sprawdzają. Sama myśl, że mam kilka sztuk w torebce sprawia, że czuję się komfortowo. Tabletki przeciwbólowe zaś dają mi poczucie bezpieczeństwa, że będziemy w stanie szybko zaradzić bólowi, który naprawdę potrafi zepsuć nawet najlepszą zabawę. 
Muszę się przyznać, że tabletki to mój number one wyposażenia torebki :)



Zaskoczyłam niektórych, że tak niewiele mi potrzeba? Te wymienione są absolutnymi niezbędnikami, bez których się nie ruszam. Oczywiście, nie zawsze dziergam ze sobą dużą torebkę, jednak zawsze staram się, aby chociaż lepce, bądź tabletki znalazły się gdzieś w kieszonce. Ot, takie to moje skrzywienie :)


Zastanawiam się, czy i Wy macie swoje wychodne niezbędniki? Może podpowiecie co Wam ratuje tyłek w podbramkowych sytuacjach poza domem? Chetnie udoskonalę listę moich niezbędników, tym bardziej, że wraz z latem, nadchodzą również i wypady poza miasto ;)
Piszcie śmiało! :)

Ściskam mocno :*
/Gabriela

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nie zgadzam się na kopiowanie zdjęć, grafik i treści. Obsługiwane przez usługę Blogger.