Życie inspiruje: Prawdziwe Historie #2

Dość często zdarza się tak, że nasze życie obiera zupełnie inny kierunek, niż tego pragniemy. Bywa też tak, że w jednej chwili tracimy wiele, dużo, a nawet wszystko. Jak domek z kart sypie się szczęście, kończy się radość, są za to łzy, żal i dudniące w głowie pytanie : dlaczego to spotyka właśnie mnie?!



Nie ma rady, nie ma też recepty na życie bez problemów i trosk. Są jednak historie, dzięki którym łatwiej jest uwierzyć w wielki powrót szczęścia, nawet gdy to wydaje się być wówczas nieosiągalne. Znam i ja taką historię, obok której nie mogę przejść obojętnie. Inspiruje mnie ogromnie i sprawia, że jeszcze mocniej wierzę w wielką miłość, oraz tak dobrze znane mi przysłowie: Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.

Poznajcie bohaterkę dzisiego wpisu, osobę o potężnej sile, na jaką było stać kobietę zdradzoną, oszukaną i porzuconą. Przebrnęła przez morze łez, nieprzespane noce oraz strach przed przyszłością trzymając za ręce dwójkę swoich małych dzieci. Nigdy, powtarzam - NIGDY - nie słyszałam, żeby się skarżyła na swój los, widziałam jednak smutek w jej oczach oraz coraz luźniejsze ubranie, które ukrywało i tak już drobne jej ciało.


To było jak grom z jasnego nieba. Mężczyzna, z którym jestem od 15 lat, który od 8 lat jest moim mężem, który ma ze mną dwójkę dzieci i przede wszystkim, którego kocham nad życie, oznajmia, że poznał kogoś innego i juz mnie nie kocha. Pierwsza reakcja - paniczny strach pomieszany z szokiem. 
Całe moje dotychczasowe życie właśnie rozpada się jak domek z kart. Nie potrafię wyobrazić sobie jak będzie wyglądać jutro, a co dopiero kolejne tygodnie, miesiące, lata. Jest tylko jedna, wielka, czarna dziura i rozpacz.

Co ze mną? Co z moją miłością? Co z dziećmi?
Pomaga mi rodzina, jest ze mną non-stop, wspiera mnie przez następny tydzień, kolejne miesiące. To będzię najtrudniejszy egzamin dla nas wszystkich. Przechodzę długi i bolesny proces leczenia ran.

Z dzisiejszej perspektywy wiem, że to, co przeszłam musiało się wcześniej, czy później zdarzyć. Wiele się o sobie i o swoim życiu nauczyłam i jestem losowi wdzięczna za tę ważną lekcję. 
To było ponad 2 lata temu, teraz znów jestem szczęśliwa, a to jeszcze nie koniec mojej historii. Za miesiąc wychodzę za mąż, w pełni świadoma jakiego mężczyznę wybrałam i w pełnej dojrzałości tego wyboru.
                                                                                  
                                                                                                                 J.

Zdaję sobie sprawę, że historia J. może pomóc wielu osobom w podobnej sytuacji, gdzie zdrada, kłamstwa oraz niedomówienia niszczą poczucie własnej wartości, gdzie kończy się sens życia, a zaczyna się strach przed przyszłością.
Dlatego przeczytajcie ten wpis jeszcze raz i uwierzcie, że w życiu czasami coś się skończyć musi, aby zacząć mogło się coś. Że pomimo tego, że los jest przewrotny, że płata nam figle i przyprawia o łzy, to jeszcze czeka gdzieś na nas to wyśnione szczęście, za którym każdy goni. Nigdy nie bierzmy wszystkiego za pewnik, bo jak to mówią: chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach. Jeżeli myślisz, że tkwisz w sytuacji bez wyjścia, że już nic dobrego w życiu Cię nie spotka - daj sobie czas. Dobra passa powróci, prędzej czy później. J. zajęło to ponad dwa lata, innym być może zajmie to troszkę dłużej. Jednak historie takie jak ta są dowodem na to, że jesteśmy silniejsi niż nam się wydaje. Nigdy nie wolno się poddawać i popadać w marazm, ponieważ szczęście może nas dopaść w najmniej nieoczekiwanym momencie.

Podziwiam J. za to, że tak dzielnie stawiła czoła całej tej nieprzyjemnej sytuacji. A najbardziej zaimponowała mi jej postawa wobec dzieci, przy których nigdy nie mówi złego słowa na temat ich ojca, a swego byłego już męża. Ten mieszka dzisiaj bardzo daleko, z dużo młodszą od siebie partnerką, a kontakt z dziećmi powoli się urywa ... 


Jakiś czas temu, późnym wieczorem, ktoś zadzwonił do naszych drzwi. Pobiegłam otworzyć. W drzwiach stała J. Miała rumieńce na twarzy i rozwiane włosy. Z błyskiem w oku weszła pewnym krokiem i wręczyła nam zaproszenie ... na swój ślub.
Kilka dni później pokazała mi projekt swojego nowego domu ...


Chciałabym, aby finał tej historii zainspirował Was do pozytywnego patrzenia w przyszłość, bowiem szczęśliwe zakończenia mają nie tylko bajki opowiadane dzieciom do snu. Życie pisze przeróżne scenariusze, jednak warto pamiętać o tym, że nawet po najbardziej burzliwej nocy zawsze wstaje słońce.
Każdy, prędzej czy później, odnajdzie swoje szczęście. Ja w to mocno wierzę, a Ty?


Z najlepszymi życzeniami
/Gaja


PS. A tych, którzy przegapili poprzedni wpis z cyklu Życie Inspiruje: Prawdziwe Historie, zapraszam TUTAJ.


















CONVERSATION

22 komentarze:

  1. Wiara ma kolosalną moc. Warto więc wierzyć :) Ja wierzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... jak to mówią - "wiara czyni cuda". A cuda się zdarzają :)
      Pozdrawiam ciepło! :*

      Usuń
  2. Ogromne brawa i szacunek dla J! Jestem pełna podziwu nad jej siłą i wolą walki. Miło usłyszeć, że takie happy endy to nie tylko w filmach :) Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... tak, J. to prawdziwy wzór do naśladowania! :) W chwilach zwatpienia musimy pamiętać, że jesteśmy o wiele silniejsi, niz nam się wydaje. Postawa J. jest najlepszym tego dowodem.

      Usuń
  3. Ta historia pokazuje, że nie warto się poddawać. Nawet pomimo przeszkód, powinniśmy dążyć do wyznaczonych celów i bycia szczęśliwym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... historie takie jak ta pokazują, że nawet z najbardziej beznadziejnych sytuacji możemy wyjść obronną ręką i odnaleźć swoje drugie szczęście. Potrzeba czasu i wsparcia, ale nigdy nie wolno nam się poddawać.

      Usuń
  4. Szczerze to nie wiem czy dałabym radę przerwać coś takiego... Tym bardziej wielki podziw dla Panny J. i życzenia powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... myślę, że dużą rolę odgrała tutaj wspierająca rodzina oraz kochające dzieci. To dla nich J. musiała się podnieść i iść do przodu. Co nie zmienia faktu, że jestem pełna podziwu! :)

      Usuń
  5. Tak to w życiu jest, że niekiedy musi wydarzyć się coś złego, żeby spotkało nas coś dobrego. Gdy przytrafi nam się wielkie nieszczęście wtedy jesteśmy załamani, nie możemy zrozumieć dlaczego nas to spotyka, ale z perspektywy czasu dochodzimy do wniosku, że tak musiało być, żebyśmy teraz mogli żyć szczęśliwie w tym momencie w którym się znajdujemy :) Wierzę w to, że każdemu coś jest pisane i nic nie dzieje się bez przypadku. Trzeba wierzyć każdego dnia, że będzie dobrze.
    Piękny wpis!
    Miłego dnia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... ja mocno wierzę w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny :) Z perspektywy czasu cała ta sytuacja wyszła J. na dobre. Oby więcej takich happy endów :)

      Usuń
  6. Czytając takie historie przekonuję się, że kobiety mają niewyczerpane pokłady siły do walki, szczególnie, jeśli w grę wchodzą ich dzieci :). Brawo dla J.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nic nie dzieje się bez przyczyny i na pewno ma to jakiś głębszy sens. Wspaniale, że udało Jej się ułożyć życie na nowo, choć sama nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym sama została postawiona w takiej sytuacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... wcale Ci sie nie dziwię. Jednak lepiej się nad tym nie zastanawiać, bo gdy w grę wchodzą uczucia, to ciężko przewidzieć jaka byłaby nasza reakcja.
      Dużo szczęścia życzę Ci w Nowym Roku! :*

      Usuń
  8. ...J. musi być niezwykłą kobietą. Poruszył mnie bardzo jeden szczegół, fragment w którym opowiadasz, że nigdy nie powiedziała złego słowa o byłym mężu przy dzieciach. Taka słabość w obliczu wszystkich trudów sytuacji czasem przecież bierze górę. Sama znam kilka podobnych historii i choć nie śmiem osądzać, to wiem jak bardzo niszcząco wpływa to na dzieciaki. Dlatego podziwiam z całych sił za odwagę, stanowczość, siłę i twardy tyłek ;) A finał historii...ech, dodaje skrzydeł!
    Wszystkiego dobrego dla J. na nowym, lepszym! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... kurczę, wzruszyłam się ogromnie!
      Dziękuję, przekażę te słowa J.
      :*

      Usuń
  9. Niezwykła osoba z tej Twojej J. :) To duże szczęście mieć takich silnych i mądrych ludzi przy sobie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... oj, nawet nie wiesz jak wiele można sie od takich osób nauczyć! :)

      Usuń
  10. Najważniejsze to działać i chwytać dzień każdym pazurem. Wiem, że to niemal niemożliwe przez długi czas, mi zajęło ponad dwa lata wypłynięcie na powierzchnię a i tak nadal stąpam po grząskim gruncie. Tyle, że wiedząc dzisiaj to co wiem, nie chciałabym powrotu do przeszłości. I chyba to jedna z ważniejszych lekcji. Powodzenia Droga J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... mnie samej jest cieżko wyobrazić siebie w takiej sytuacji, ba! nawet nie chcę o tym myśleć! Dlatego tym bardziej należą się ukłony kobietom, które przeszły przez takie piekło.
      Powodzenia, Kochana! I dziękuję za miłe słowa dla J. :)

      Usuń
  11. Łał. ŁaŁ i jeszcze raz, łał.
    Życie potrafi zaskakiwać i zawsze myślałam, że będzie to sad end, że życie kopie po dupie i nie daje drugiej szansy. Kiedy czytam takie historie, zmieniam zdanie - życie może nie jest takie złe, że zawsze jest jakaś szansa?
    Podziwiam bohaterkę tej historii. Sama zostałam zdradzona i wiem, że życie z takim piętnem nie jest łatwe. Wręcz przeciwnie, jest niesamowicie trudne. I to dla mnie, kiedy nie jestem ani mężatką, ani matką. Jestem jeszcze wolną dziewczyną, a mimo to, zdrada bolała. Kłamstwo bolało.
    Bardzo fajny wpis (tylko mała rada, nie rób spacji przed wielokropkami i dwukropkami).
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... dziękuję za wskazówki, na pewno wezmę sobie je do serca :)
      Co do zdrady - rzecz okropna! Rzecz smutna! Jednak historie taka jak ta, dodają otuchy i wiary w to, że jeszcze ta prawdziwa, szczera miłość czeka gdzieś tam na każdego :)
      Tego Ci życzę, z całego serca! :)

      Usuń

Nie zgadzam się na kopiowanie zdjęć, grafik i treści. Obsługiwane przez usługę Blogger.