Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj!


- Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj! - często wracam myślami do stanowczego głosu mamy, która stała na straży moich decyzji gdy ja byłam jeszcze nastolatką. Powtarzała mi to tak często i tak dobitnie, że nie było innego wyjścia jak tylko ruszyć tyłek z miejsca i zacząć po prostu działać. Dzisiaj, jako świadoma swoich wyborów i decyzji kobieta, muszę sama stawać w obliczu pewnych wyzwań i słabości. Jedną z nich jest syndrom odkładania czegoś na później, a krótko mówiąc: LENISTWO.



Lenistwo dopada każdego, bo nawet zapaleńcy miewają chwile zwątpienia. I to jest NORMALNE i ludzkie. Problem zaczyna się wtedy, gdy ta słabość zupełnie dezorganizuje nasze życie. Zazwyczaj zaczyna się niewinnie: a to należy nam się chwila wytchnienia, a to warto zrobić sobie kawkę i zebrać siły przed pracą, a to jeszcze sprawdzimy prywatne maile - może ktoś wysłał ważną wiadomość... mijają minuty, czas ucieka, chwila nieuwagi i już wpadamy w pułapkę, a plany idą w łeb. Ahh, skąd ja to znam!
Tak, znam to doskonale, dlatego ciężko pracuję nad tym, aby nie odkładać wcześniej założonych planów na potem. Przekonałam się, że co się odwlecze, to nie uciecze, a jeżeli już uciecze, to na pewno będę tego żałować prędzej, czy później.


  • zbadaj źródło problemów

Na dobry początek zastanowiłam się nad tym, gdzie leży problem, a mianowicie, co mnie tak skutecznie odciąga od wykonywania zadań i realizowania planów. Drogą dedukcji zrozumiałam, że coś, co najmocniej rozprasza moja uwagę podczas pracy w biurze jest nieład na biurku (kubki po herbacie, pokreślone i kolorowe karteczki, kserówki, miseczki z przekąskami, itp.). Gdy tylko to wszystko uprzątnę (filiżanka/kubek z gorącą herbatą, notatnik, kwiatek i zdjęcię z mężem zostają!) znacznie łatwiej panuję nad sytuacją. Ład i higiena pracy bardzo skutecznie wpływają na moją efektywność.


  • zrób listę zadań i ustal priorytety

W moim przypadku, bez listy ani rusz! Jest to mój plan działania, strategia, wizualizacja, Jestem wzrokowcem i odkąd pamiętam to karteczki i wszystkiego rodzaju listy pomagały mi przetrwać w szkole czy na studiach i nie pozwalały zapomnieć o najważniejszych zadaniach. I tak mi zostało do dzisiaj. U mnie najlepiej sprawdzają się listy w wersji papierowej, szczególnie takie na samoprzylepnej karteczce, którą łatwo przykleić do lodówki, monitora, laptopa, czy notesu, Mam je zawsze w zasięgu wzroku. Dodatkowo, korzystam do tego celu również z notatnika w telefonie, który ratuje mój tyłek w sytuacjach awaryjnych.

Jak to wygląda w praktyce? Staram się, by lista rzeczy do zrobienia nie zawierała więcej niż 5 pozycji; zazwyczaj są to 3-4 punkty naprowadzające. Dlaczego? Bo zauważyłam, że im jest ich więcej, tym większe odnoszę wrażenie, że zejdzie mi cały dzień na ich realizację. A to nie zachęca!
Jak to obejść?
Ustalam priorytety: zadania niecierpiące zwłoki wpisuję na samym początku listy, bo zawsze zaczynam od góry. Ale to nie wszystko. Listę zadań również poddaję wstępnej selekcji i tworzę z niej listę:
*dzienną (która m.in. organizują mój czas pracy w biurze i w domu)
*tygodniową (lista zakupów na cały tydzień; lista obiadów do przygotowania w ciągu tygodnia)
*miesięczną (np. lista sprzątania - bardziej w formie miesięcznego harmonogramu; bądź lista 'niespożywczych' zakupów do zrobienia w danym miesiącu).
Ahh, takie listy niesamowicie ułatwiają mi życie. Z dobrze przemyślaną rozpiską zadań, nic nie jest w stanie umknąć mojej uwadze :)

Jeśli mamy listę rzeczy do zrobienia, jest nam o niebo lepiej zapanować nad ich realizacją. Lista wizualizuje nasze zadania, a ich wykonanie - a więc skreślanie kolejnych pozycji z listy -  pokazuje, że osiągnęliśmy zamierzony cel, że jesteśmy o krok do przodu. A to motywuje i zachęca :)

  • pozbądź się rozpraszaczy

Gdy już odnajdziemy przyczynę naszych problemów z koncentracją, czas na działanie - na ELIMINACJĘ rozpraszaczy. U mnie, w przypadku nieodpartej chęci odkładania wykonywania służbowych poleceń na potem, sprawdziło się wprowadznie ładu w miejscu pracy (punkt pierwszy). Dodatkowo, wyciszam dźwięki w telefonie, i wyłączam w nim Internet. Instagram wcale mi nie pomaga! Instagram kusi! :) Zdałam sobie z tego sprawę dopiero wtedy, gdy przyłapałam się na beztroskim wertowaniu zdjęć średnio co 30 minut, ajćć!
W domu, kolejnym rozpraszaczem, który bezlitośnie zabierał mi mój cenny czas była oczywiście telewizja. - Zrobię kolację po tym odcinku, albo, - Zgram te zdjęcia podczas filmu. Itd.... Jak się potem okazało - film był zbyt wciagający, aby się od niego oderwać, a na kolację było już za późno.
Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że oglądanie telewizji nie stanowi dla mnie już aż tak wielkiego problemu, bo znalazłam złoty środek - mając kuchnię połączoną z salonem, mogę śmiało krzątać się po niej, jednocześnie słuchając tego, co się dzieje w telewizji. Łapię dwie sroki za ogon, i jestem z tego bardzo zadowolona :)


  • poznaj the Pomodoro Technique i działaj!

Lista z zadaniami zrobiona, nic nas nie rozprasza, a więc czas na działanie. No właśnie, a czy my mamy tyle czasu? Doba ma tylko 24 godziny, a obok nas dzieje się tyle fascynujących rzeczy! Czy my na to wszystko mamy czas? Otóż tak, mamy czas. Musimy tylko umiejętnie nim zarządzić.
Jeżeli nie znacie the Pomodoro Technique, koniecznie poczytajcie o tym TUTAJ. W skrócie, the Pomodoro Technique pomaga w trenowaniu i zdyscyplinowaniu samego siebie. Podstawową zasadą tej techniki jest ustalenie sobie konkretnego czasu na wykonanie danego zadania. Do tego celu możemy użyć minutnika kuchennego, czasomierza, bądź po prostu stopera w telefonie. Upływający czas i tykające sekundy działają jak motor napędzający do działania, wręcz mobilizująco. The Pomodoro Technique działa jak szef stojący nad nami z zegarkiem w ręku. Czujemy presję, dlatego w pełni skupiamy się na zadaniu, przez co zwiększamy swoją wydajność. 
20 minut na odpisanie na wiadomości służbowe
30 minut na ćwiczenia
15 minut na segregowanie maili w skrzynce odbiorczej
40 minut na prasowanie
itd...

Określony czas i jedno zadanie, musi się udać! The Pomodoro Technique sprawdzi się najlepiej podczas wykonywania czynnosci domowych, gdzie nikt nie zwraca uwagi na to, co robimy i na co marnujemy swój czas. Dzięki takiemu stoperowi jesteśmy w stanie sami się zdyscyplinować. Tykające sekundy przypominają o tym, że czas ucieka, a my ciągle stoimy w miejscu, dlatego czym prędzej mobilizujemy się do działania i często podwajamy swoją wydajność :)



Jest mnóstwo sposobów na walkę z lenistwem. U mnie akurat działają te opisane powyżej, u Was być może inne. Ważne jest, aby znaleźć w sobie chęć do pracy nad swoimi słabościami i odkładaniem wszystkiego na potem. Nie możemy zrzucać odpowiedzialności na innych, musimy działać sami. Bądźmy dla siebie dobrymi szefami, a więc WYMAGAJMY od siebie więcej i nagradzajmy się! Nie musimy robić wszystkiego idealnie. Sam fakt, że udało nam się zrealizować założone plany, dodaje skrzydeł i wiary, że jesteśmy w stanie zapanować nad swoimi słabościami, jeżeli tylko tego chcemy!



powodzenia! :)
/gaja





CONVERSATION

2 komentarze:

  1. Planowanie dnia jest bardzo ważne, bez tego ginę. Wszystko notuję :) Wiem ile muszę zrobić i wiem jak to wszystko rozgraniczyć żeby wieczory spędzić z mężem, książką, odpoczywając i cieszyć się chwilą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... bez list się nie ruszam, witaj w gronie! :) Dobry plan, obowiązki, a na końcu przyjemności ;)
      Buziaki!

      Usuń

Nie zgadzam się na kopiowanie zdjęć, grafik i treści. Obsługiwane przez usługę Blogger.